Wiele jest opinii, jeszcze więcej poglądów. Ktoś ci powie: usuń ciążę, a ktoś inny: nie rób tego chłopie!
niedziela, 17 lutego 2008
Cudowna moc autorytetów

Pracowałam niedawno na konferencji poświęconej prawom osób LGBT w miejscu pracy, zorganizowanej pod auspicjami pewnej szacownej europejskiej instytucji. W dyskusji padło ciekawe stwierdzenie: argumenty na rzecz równości gejów i lesbijek (i nie zapominajmy o osobach bi i trans) są przyjmowane z większym zrozumieniem, kiedy wypowiada je osoba heteroseksualna. Wtedy nie pojawiają się komentarze typu: a oni znowu o tym samym..., myślą tylko o sobie i swoich problemach itp. Organizatorzy konferencji zostali zaproszeni na paradę równości w Sztokholmie, z prośbą: przyślijcie jakiegoś super męskiego przedstawiciela, albo delikatną i kobiecą przedstawicielkę. Najlepiej, żeby byli wyglądali w 100% straight.

Rozumiem, co chcą przez to osiągnąć - zademonstrować że ich dążenia popierają osoby z zewnątrz, tym samym nadać ich walce bardziej uniwersalny wydźwięk. W podobny sposób rozwija się debata na temat praw kobiet. Kiedy argument o równouprawnieniu pada z ust mężczyzny, staje się tym samym poważniejszy, trudniej go wyśmiać. Czy były jakieś żarty na temat obsadzenia w rządzie Sarkozy'ego niemal połowy stanowisk przez kobiety? A kiedy polskie polityczki zaczynają dyskusję o kwotach, wszyscy trzęsą się ze śmiechu.

Nie raz marzyłam o tym, aby felieton Magdaleny Środy opublikować jako przemyślenia Jerzego Pilcha albo innego Stommy... Jak wyglądałyby komentarze czytelników? Czy pisaliby, "panie Jerzy, pan to musi sobie babę znaleźć" albo "to po prostu głupi chłop jest"? Wątpię. Bo niejednokrotnie przyzwyczajeni do swoich własnych tez ludzie krytytkują bezmyślnie, tylko ze względu na to, że dane słowa wypowiedziała feministka, albo że za daną akcją stoi organizacja gejowska.

Ale z drugiej strony, czy to znaczy, że głos heteroseksualnego mężczyzny (do tego białego) w dyskusji ma większą wagę niż chór głosów kobiet, gejów, czy jakichkolwiek innych przedstawicieli grup dyskryminowanych społecznie? I czy zwracając się do przedstawiciela patriarchatu o to, aby popierając jej postulaty, niejako je usankcjonował, dyskryminowana grupa nie umacnia jego uprzywiejowanej pozycji?

Nie będę się mocować z tymi pytaniami, rzucam je więc tylko pod Waszą rozwagę. A na koniec będzie o wiceprzedwodniczącej Komisji Europejskiej, Szwedce Margot Wallstrom. Trochę nie na temat, choć wciąż o partriarchacie i autorytetach. Wallstrom wyznała ostatnio, że jest już zmęczona obserwowaniem, jak politycy rodzaju męskiego wykłócają się o intratne posady w kuluarowych dyskusjach. "Starzy faceci wybierają starych facetów", powiedziała w wywiadzie dla szwedzkiego dziennika Sydsvenskan. Miała na myśli rozmowy o nominacjach na stanowiska prezydenta i ministra spraw zagranicznych UE, przewidzianych przez Traktat Lizboński. Podoba mi się jej szczerość i bezkompromisowość, którą można by przeciwstawić salonowym gierkom i obłudzie towarzyszącym politycznym rozgrywkom. Ale smutno mi, że przywódcy Unii za nic mają polstulaty, które unijne instytucje powtarzają jak mantrę: równe szanse dla wszystkich, przeciwdziałanie dyskryminacji, zwiększony udział kobiet w rynku pracy... Wszystko to brzmi ślicznie, ale na straży tych wartości niechaj stanie jakiś doświadczony mężczyzna. Biały. Oczywiście heteroseksualny. I najlepiej żonaty.

19:42, siostra.sister , Ze świata
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 28 stycznia 2008
Jak odmienić życie?

Na portalu gazeta.pl przeczytałam:

Nadzy aktywistów i aktywistek leżało wysmarowani czerwoną farbą na schodach katedry w Barcelonie a jedna z nich trzymała transparent z napisem "Ile żyć potrzeba na jedną kurtkę". Celem protestu było zwrócenie uwagi na nadużycia i zabijanie zwierząt podczas produkcji ubrań z futer. Symboliczna była liczba aktywistów - futer z około 70 zwierząt potrzeba, by uszyć jedną kurtkę.

Podziwu godna akcja. Ale artykuł (jeśli tą pospiesznie jak mniemam sporządzoną notkę można tak nazwać) woła o pomstę do nieba. Nie mówię już o wyraźnym problemie z przypadkami na samym początku - wygląda na to, że ktoś chciał na początku wstawić jakąś liczbę ale się rozmyślił i zapomniał pozmieniać końcówki. Jednak prawdziwym horrorem jest tłumaczenie napisu na transparencie. Zważywszy na rodzaj protestu, "ile żyć" skojarzyło mi się niemal automatycznie z nagimi pośladkami.

Pamiętam ten problem z wartszatów tłumaczeniowych (na szczęście warsztatów a nie prawdziwej konferencji) - koleżanka też mówiła o "stracie wielu ludzkich żyć". Dobrze sobie zapamiętać następującą zasadę: Mianownik: kto co? Życie. Dopełniacz: kogo czego? Istnień. I nikomu zabawne skojarzenia nie przyjdą do głowy.

17:04, siostra.sister , Okiem tłumaczki
Link
sobota, 19 stycznia 2008
It's a free world kontra Molly's Way
Właśnie wróciłam z nowego filmu Kena Loacha "It's a free world". Zawsze inaczej oglądam filmy o Polakach albo Polsce będąc za granicą. Staram się spojrzeć na nie oczyma zachodnioeuropejskiego widza, zastanawiam się, jaki jest ich odbiór. Chyba jestem mniej krytyczna oglądając filmy z tej perspektywy, bo cieszy mnie każdy wierny szczegół - np. katowickie familoki w filmie Loacha. Ale cały film nie zachwycił mnie. Nie będę wchodzić w szczegóły, żeby nie zepsuć komuś seansu, ograniczę się tylko do stwierdzenia, że fabuła filmu jest jak umoralniająca przypowieść - sztampowa i przewidywalna. Nie ma odstępstwa od schematu. Na zasadzie skojarzeń od razu pomyślałam o filmie Molly's Way, w którym zderzają się światy dziewczyny z Wysp (w tym przypadku Irlandii) i polskich robotników (a zwłaszcza jednego). To film, który bez sztampy pokazuje kawałek Polski widziany oczami zakochanej w Polaku Irlandki. Jest realistyczny (naprawdę trudno mi uwierzyć, że twórczynią filmu nie jest Polka, a zamieszkała w Niemczech Francuzko-Algierka Emily Atef), ale w przeciwieństwie do nowego filmu Loacha poza ukazaniem kawałka rzeczywistości ma jeszcze ciekawą fabułę i wyraziste, odbiegające od stereotypów postacie. Moim skromnym zdaniem stary wyjadacz Loach mógłby nauczyć się od Atef świeżego spojrzenia na rzeczywistość. Dlatego z czystym sumieniem mogę polecić tylko "Drogę Molly".
20:04, siostra.sister , Spóźnione recenzje
Link
wtorek, 15 stycznia 2008
Kochani napiszcie mi czy jestem w ciąży?

Czasem mechanicznie szukam w internecie informacji, których w sieci nie sposób odnaleźć. Dziś internet nie udzielił mi odpowiedzi na pytanie, czy jestem w ciąży. Dowiedziałam się natomiast, jaki poziom uświadomienia seksualnego reprezentuje polska młodzież. Wypowiedzi niektórych uczestników forum pod artykułem "Zapłodnienie i wczesny rozwój człowieka" były i śmieszne, i straszne. Przesłałabym je naszym nowym ministrom aby dowiedzieli się, jak realizowany jest zapis "kompromisowej" ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży. Artykuł czwarty ustawy stanowi: "Do programów nauczania szkolnego wprowadza się wiedzę o życiu seksualnym człowieka, o zasadach świadomego i odpowiedzialnego rodzicielstwa, o wartości rodziny, życia w fazie prenatalnej oraz metodach i środkach świadomej prokreacji." Na internetowych forach pojawiają się osoby, które mają dostęp do komputera, internetu - wydaje mi się, że nie są to więc ludzie z najbiedniejszych i najbardziej zmarginalizowanych grup społecznych. Ale ich wypowiedzi wskazują na fundamentalne braki w wiedzy o ludzkiej seksualności i ciąży!

Za moich szkolnych czasów - w połowie lat 90tych - mieliśmy wizyty psychologów w szkołach. Opowiadali nam o orgazmach i prezerwatywach, wyciągali z kieszeni spirale i "puszczali" po klasie, aby każdy mógł sobie obejrzeć. W mojej klasie nie było żadnej wpadki. Jak to wygląda teraz? W podręczniku do biologii moich nastoletnich kuzynek nie znalazłam słowa o prezerwatywach ani tabletkach antykoncepcyjnych. Na wizyty psychologów nie ma co liczyć. Co najwyżej ksiądz wtrąci swoje trzy grosze.

Rozpisałam się, a przecież miałam Wam przede wszystkim przytoczyć parę wypowiedzi. Voila! Pisownia w oryginale.

mam pytanie czy podczas pieszczot mozna zajsc w ciaze?
ja z moim chlopakiem nie uprowialismy sexu i bylismy w ubraniach..
czy to mozliwe zebym byla w ciazy?okres spoznia mi sie juz tydzien i nie wiem co robic..
napiszcie szybko!!!!

czy gdy kochalem sie w czasie okresu z moja dziewczyna istnieje mozliwosc ze ja zaplodnilem ? to byl 2 dzien okresu [moja uwaga: jeśli masz okres, to prawdopodobnie też jesteś dziewczyną]

wiec tak jestem dziwica ale z moim chłopakiem ostatni uprawiamy peetink czy to mozliwe abym było w ciąży on nie miał wytrysku tylko pojawiła sie wydzielina i podajrzewam ze wtedy miałam dni owulacyjne prosze o odpowiedz szybka dziękuje

odp:Jeśli twój chłopak nie miał wytrysku podczas stosunku to może byc bezpłodnym :( to morzliwe

Profesor od biologi ostatnio powiedział, iż każdy mężczyzna na początku był kobietą,to znaczy, że plemniki są płci żeńskiej? Nie zrozumiałam dokładnie o co chodziło i byłabym wdzięczna gdyby ktoś mi to szeżej wytłumaczył. z góry dziękuję

piescilem sie z dziewczyna i po pewnym czasie mialem wytrysk. ja bylem w bieliznie a ona nie. mialo to miejsce powyzej pochwy, ona twierdzi ze raczej nic mokrego nie czula ponadto to byly jej nieplodne dni.. czy moglo dojsc do zaplodnienia??? odp Prosze!!!!!

odp: taki sam przypadek spotkał mnie zaszłam przez bielizne wiem ze to bez sensu ale tak jest jestem w 6ym miesiacu ciazy klaudia 24lat
20:22, siostra.sister
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 12 listopada 2007
Niemoralne szczepionki

Z pewnością natrafiliście na ten artykuł. Nie mogę uwierzyć w to, co przeczytałam. W Belgii, przynajmniej w mojej kasie chorych, młode dziewczyny mogą zaszczepić się przeciwko wirusowi HPV za niewiele ponad 100 euro. To nieduża suma dla przeciętnej belgijskiej rodziny, zważywszy na fakt, że stawką może być ochrona przed rakiem szyjki macicy. Kiedy przeglądałam ulotkę informacyjną na ten temat żałowałam, że tak wiele dziewczyn w Polsce nie stać będzie na tego typu rozwiązanie.

Nigdy jednak przez myśl mi nie przeszło, że pacjentki i ich opiekunowie, mimo dostępności szczepionki, będą zniechęcani do tego rozwiązania ze względów obyczajowych. To zgroza! Dyrektorzy tych domów dziecka powinni być natychmiast usunięci ze stanowisk. Z taką dozą fanatyzmu religijnego nadają się może na woźnych w seminarium, ale z pewnością nie na opiekunów w świeckiej placówce wychowawczej.

22:39, siostra.sister , Na poważnie
Link Komentarze (13) »
czwartek, 25 października 2007
Skończmy z tradycyjnymi podziałami

Zadaję sobie to pytanie - czy rzeczywiście podział na mężczyzn i kobiety jest taki ważny? Czy wynika z prawdziwych różnic? Bo mam wrażenie, że linia podziału przebiega w innym miejscu, i że to tu dochodzi do największych nieporozumień. Mam na myśli informatyków vs. informatycznych laików. Dziś do łez doprowadził mnie przedstawiciel tej pierwszej grupy. Od trzech dni walczyłam z tutejszym internetowym usługodawcą, monopolistą w dzielnicy, starając się ustalić przyczynę internetowej usterki. Dziś w końcu połączono mnie z serwisem technicznym. Mimo, że wyobrażałam sobie, że znam język francuski, człowiek po drugiej stronie linii dwukrotnie groził mi, że się zaraz rozłączy (w odpowiedzi na moje rozpaczliwe "j'ai pas compris") i że jeśli chcę rozwiązać ten problem, powinnam poprosić o pomoc kogoś, z kim da się porozumieć. W czym zawiniłam, że mam polską wersję Windowsa, i opis czynności wykonywanych na wersji francuskiej do mnie nie przemawiał? W końcu zrezygnowałam z wysłuchiwania dalszych wyjaśnień i zapytałam, do czego zmierza mój telefoniczny przewodnik. Należy odinstalować kartę sieciową i zainstalować ją ponownie, odpowiedział z nieukrywaną już pogardą. Zastanawiam się, dlaczego nie mógł mi o tym powiedzieć od razu. Wylawszy morze łez upokorzenia i bezsilności zrobiłam co powiedział i oto jestem. Choć jutro rozstaję się z moim laptopem na tydzień.

Wybieram się na Dziady i resztki polskiej jesieni. 

 

22:55, siostra.sister , Zmruż oko
Link
poniedziałek, 22 października 2007
Do roboty, panowie...

Łzy radości otarte, szampan wypity, nawet butelki posprzątane. Wraca rzeczywistość. Panowie dzielą się władzą. Gazeta.pl podaje:

"Premierem ma być Tusk - w Platformie jest co do tego zgoda. Kandydaci na ministrów to Radek Sikorski (MSZ), Zbigniew Chlebowski (resort gospodarki), Michał Boni (praca i polityka społeczna), Grzegorz Schetyna (MSW), Paweł Graś (służby specjalne) oraz - co jest być może największą niespodzianką - prof. Andrzej Zoll (Ministerstwo Sprawiedliwości)."

Dla nikogo natomiast nie jest chyba żadną niespodzianką, że na tej liście nie ma kobiet. Słyszałam opinie, iż Donald powinien wzorować się na prawicy Sarkozy'ego. Możeby tak parytecik w rządzie? Nie? Nie tym razem?

A może trzeba było postawić na Manuelę...

17:15, siostra.sister
Link
niedziela, 21 października 2007
Adieu

Żegnaj, Przemysławie Edgarze. Pan daje, społeczeństwo odbiera. Tylko we Włoszczowej nie zapomną o tobie. Żegnaj i ty, Jacku, dumnie zwany buldogiem. Twoja misja się skończyła. Macham białą chusteczką również w kierunku Jolanty, niech twoja miłość nie zgaśnie wraz z odejściem Jarosława ze stanowiska premiera. I tobie Jarosławie też mówię adieu, od tej pory gdy twój brat będzie do ciebie dzwonił z Brukseli, będziesz mieć pewność, że robi to tylko dlatego, że się stęsknił.  Dziękujemy też porywczemu Zbyszkowi o rumianych licach (ten pan nikogo już nie wsadzi za kratki).

Oni będą jeszcze pobierać poselskie diety i tupną czasem nóżką w opozycji.  Ale są i tacy, którzy odejdą w niepamięć zanim nowy sejm zwoła pierwsze posiedzenie.

Swoje farewell kieruję więc do Krzysztofa, dojrzałego nad wiek, może nauczy się tańczyć i przygodę z polityką puści w niepamięć. Pa pa, Romanie, mundurki zjedzą mole, a dinozaury wkrótce oczyszczą się z hańbiącego pomówienia jakoby były spokrewnione ze smokiem wawelskim. Wojtku, i ty sobie idziesz - cieszę się, że będziesz miał więcej czasu na uczestnictwo w koncertach piosenki patriotycznej ze swoimi sympatycznymi kolegami.

Nie sposób pożegnać wszystkich tych, którzy przez dwa lata gwarantowali, że bez kawy każdego ranka po przeczytaniu wiadomości podnosiło mi się ciśnienie. Dlatego na ręce wymienionej powyżej grupy składam moją pożegnalną wiązankę.

Ze względu na dobre maniery nie przytoczę jej w tym miejscu. 

23:49, siostra.sister
Link
Wyszłam zagłosować
...zaraz wracam!
12:51, siostra.sister
Link Komentarze (3) »
niedziela, 14 października 2007
Przykład idzie z góry - Bradford's Bill

Komentarz Madmoiselle Corbeau na stopfanatykom.blox.pl na temat wychowawczej roli prawa przypomniał mi o sytuacji z Nowej Zelandii. Mlle Corbeau podaje negatywny przykład wpływania przepisów na poglądy społeczeństwa (radykalizacja poglądów Polaków na temat aborcji na wskutek ustawy antyaborcyjnej), a ja opiszę przykład pozytywny. Do niedawna w NZ obowiązywał przepis (niesławna Sekcja 59 Crimes Act) , mówiący o tym, użycie siły jako środka wychowawczego przez rodzica bądź opiekuna dziecka jest usprawiedliwiona, jeśli okoliczności uzasadniają użytą siłę. Przepis ten wielokrotnie wykorzystywano dla uzasadnienia przemocy wobec dzieci. Sue Bradford z partii zielonych zaproponowała poprawkę znoszącą Sekcję 59. Została ona przyjęta przez nowozelandzki parlament w maju tego roku. Może wydawać się, że zniesienie przepisu sankcjonującego przemoc wobec dzieci przysporzy autorce projektu i jej partii popularności - nic bardziej mylnego. Opór społeczeństwa był ogromny, Sue Bradford stała się obiektem prawdziwej kampanii nienawiści, była przedmiotem bezpardonowych ataków ze strony prasy, dostawała listy z pogróżkami. Najbardziej - surprise surprise - oponowały organizacje chrześcijańskie. Jednak Bradford wyszła z założenia, że płynięcie z prądem rzeki nie jest rolą rządzących, i że poprawka do kodeksu karnego będzie stanowiła drogowskaz dla społeczeństwa.

Sytuacja w Nowej Zelandii jest odwrotnością tego, co dzieje się obecnie w Polsce. Politycy sprzyjają najbardziej radykalnym, zacofanym wręcz poglądom, aby przysporzyć sobie głosów. Wykorzystują lęki (przed obcym - Niemcem, homoseksualistą, Unią Europejską), stosują tanie zagrywki aby zapewnić o swojej moralności (potępienie aborcji, udział w mszach, wycieczki na Jasną Górę), proponują drogę do sprawiedliwości na skróty (aresztowania przy fleszach, gadka o karze śmierci - "gdyby nie ta unia..."). Après nous le déluge, niech będzie i potop, byleby przez chwilę nacieszyć się władzą i jak najwięcej krewnych umieścić w radach nadzorczych. Chyba znów nie uda mi się zakończyć mojej notatki optymistyczną nutą, bo choć podałam przykład pozytywny, to tylko uwypulkił on nasze polskie problemy. Za tydzień o tej porze Polacy będą mogli coś zmienić - ale czy to zrobią, skoro mają rząd bogobojny, bezkompromisowy, na wskroś polski?

15:12, siostra.sister , Ze świata
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4