Wiele jest opinii, jeszcze więcej poglądów. Ktoś ci powie: usuń ciążę, a ktoś inny: nie rób tego chłopie!
Blog > Komentarze do wpisu
Pocztówka z Finlandii

Parę dni temu wróciłam z Finlandii. Chętnie wysłałabym tam na wycieczkę przedstawicieli tzw. władzy aby zobaczyli, co to jest POLITYKA PRORODZINNA (w grafiku nie powinna znaleźć się sauna, bo to niemoralne). Skupię się tylko na tym, co widziałam na własne oczy, również na doniesieniach z pierwszej ręki. Pojechałam tam wszak, aby odwiedzić po latach moją koleżankę Satu, która parę miesięcy temu urodziła córeczkę. Zanim doszło do długo wyczekiwanego spotkania, moją uwagę przykuły prorodzinne elementy fińskiej rzeczywistości. W każdej zwiedzonej przeze mnie knajpce i restauracji można było zauważyć krzesełka dla dzieci i specjalne kąciki do przewijania. Na prawdziwe ciekawostki natrafiłam w pociągu. W toaletach umieszczone były urządzenia do podgrzewania butelek z mlekiem, a całe piętro jednego z wagonów wyglądało jak plac zabaw - była to przestrzeń dla rodziców z dziećmi. Koleżanka powitała mnie w nastroju, o jaki nigdy nie podejrzewałabym matki czteromiesięcznego dziecka. Nigdy nie widziałam tak zrelaksowanej świeżo upieczonej mamy. Satu przebywa na urlopie macierzyńskim, który kończy się za miesiąc. Przez pierwsze cztery tygodnie po porodzie była w domu ze swoim chłopakiem, który dostał specjalny urlop z racji narodzin dziecka. Szybko doszła do siebie po zaplanowanej wcześniej cesarce (po pięciogodzinnej rozmowie z psychologami dostała zaświadczenie, że mimo braku fizjologicznych wskazań do cesarki jednak dostaje na nią zgodę). Po powrocie jej faceta do pracy spędzała czas głównie na zakupach i spacerach po mieście - rodzice z wózkami mogą w jej mieście za darmo jeździć środkami komunikacji miejskiej. Za miesiąc jednak skończą się eskapady do centrum - wraca do pracy, a na czteromiesięczny urlop "tacierzyński" przechodzi jej chłopak. Potem będzie mogła wykorzystać zaległe urlopy wakacyjne, a w końcu posłać dziecko do dotowanego przez państwo żłobka.

Byłam szczerze zdumiona kiedy Satu wyznała mi, że chcą mieć więcej dzieci. Moje polskie koleżanki, które mają za sobą poród, zarzekają się, że już nigdy więcej nie chciałyby tego przeżyć. Nie spodziewałam się, że w cztery miesiące od porodu ktoś mógłby mieć ochotę na kolejnego dzieciaka. A jednak.

Podbudowana doświadczeniami Satu nagle zapragnęłam mieć dziecko w Finlandii. Niestety wszyscy Finowie, których do tej pory poznałam, wyglądają jak członkowie zespołu Lordi i nie wydałabym się za żadnego z nich ani dla wspaniałych warunków socjalnych, ani w pogoni za przewijakami w publicznych toaletach i grzałkami do mleka w pociągach. Pozostaje tylko nadzieja, że kiedyś i w Polsce ktoś zrozumie, że zachętą do posiadania dzieci nie jest możliwość pozostania z nimi jak najdłużej w domu, lecz wręcz przeciwnie - wyjścia z niego.

Zespół Lordi

środa, 18 lipca 2007, siostra.sister
Komentarze
2007/07/18 16:38:44
Czy potrafisz (poprzez swoją przyjaciółkę) dotrzeć do informacji prawnych jak wygląda wysyłanie mamy i taty z pracy do ról rodzicielskich? No bo polskie a chamskie pozbywanie się z pracy gdy się tylko da kobiety z dzieckiem (a często tym motywowane nie podpisywanie stałej umowy o pracę) ma jasne wyjaśnienie w rachunkach. W małej firmie pracodawca fiknie jeśli parę kobiet dostaje pensję ale nie pracuje. Czyli fiński model z pewnością ma wbudowane przemyślane techniki i rachunki.
Oczywiście, my na myślenie o tym nie mamy czasu, bu tu kurde trzeba kurde tego ubeka wykończyć...
-
2007/07/19 01:23:56
Z tego co pamiętam fiński pracodawca płaci tylko pierwszą pensję urlopu rodzicielskiego, pozostałe wypłacane są w ramach ubezpieczenia społecznego. Dlatego (tu mały zgrzyt w mojej sielankowej opowieści) pierwszy miesiąc jest pełnopłatny, a pozostałe to 70% wynagrodzenia. Dopytam się jeszcze jak wygląda ochrona pracownika na urlopie - ale u nich w ogóle trudno jest pracownika zwolnić. Wylać z roboty można kogoś albo z przyczyn dyscyplinarnych, albo w ramach redukcji etatów - a wtedy nie wolno nikogo zatrudnić na miejsce zwolnionego. Swoją drogą, nie mam pojęcia, jak wygląda sytuacja prawna w Polsce - w teorii, bo o praktyce przekonałam się obserwując, jak moje koleżanki jedna po drugiej traciły pracę po spełnieniu swojego obowiązku wobec ojczyzny.
-
2007/07/19 04:11:09
Moje obserwacje o sytuacji prawnej: takie zwierze w Kraju nie istnieje. W Brazylii po umowie czasowej do 6 tygodni (co by na świstku pracodawca nie sugerował a pracownik nie podpisał) następna jest automatycznie stała, z miesięcznym wymówieniem, z automatycznym naliczaniem w wypadku wymówienia odpowiedniego kawałka trzynastki, urlopu i świadczeń dla tutejszego ZUS-u - a jak ciąża, to nie ma mowy o zwolnieniu. Paradoksalnie, prywatny pracodawca jest bardziej kontrolowany i odradzałbym nierozsądne potraktowanie służącej czy ogrodnika, można pójść z torbami, jeśli ta służąca pożyczy torby.
A w Kraju znam masę osób pracujących na
umowie "o dzieło" albo na dziesiątej kolejnej czasowej...

Natomiast dużo gorzej jest z cesarskim, które szpitale nader chętnie oferują, prawie jak chrupki przy kasie (bo wystawią fakturę Ministerstwu Zdrowia) a kobiety bez potrzeby z góry termin jego ustalają, bo się boją naturalnego porodu. A przed wyborami zawsze jakiś lekarz będzie zbierał głosy w zamian za zabieg "laceadura" (nie wiem jak to po naszemu) niby kobieta nie może go zrobić jeśli nie ma jeszcze trójki, ale kto by tam liczył dzieci...
-
2007/07/19 23:42:16
z tą cesarką to naprawdę niejednoznaczna sprawa. chociaż sama nigdy nie rodziłam, wydaje mi się, że jednak kobiety powinny mieć w tej kwestii wybór. owszem, cesarskie cięcie to poważna operacja, a nie zabieg, ale i poród naturalny może być niezwykle niebezpieczny. ktoś kiedyś powiedział, że ludzki poród to "ślepy zaułek ewolucji". a teraz prośba, czy możesz mi wyjaśnić co to jest "laceadura"? jestem zaintrygowana ;)
-
2007/07/20 06:16:23
Przepraszam, kopnąłem się w pisowni, laqueadura, podwiązanie. Jajowodów, chociaż żona mi mówi, że po tym jak okazało się, że one często same się odwiązują, raczej je teraz przerywają wycinając odcinek.
-
2007/07/20 11:27:00
no no, niezła kiełbasa wyborcza!